LAIK O „FIRMIE” – PIERWSZE WNIOSKI

Home/Aktualności/LAIK O „FIRMIE” – PIERWSZE WNIOSKI

LAIK O „FIRMIE” – PIERWSZE WNIOSKI

Robiąc MLM i zaczynając go jeszcze na studiach, wiedziałam, że nie będę pracować na etacie i nie dam się zamknąć w laboratorium na 8 godzin dziennie robiąc przez 30-40 lat to samo. Praktyki, organizacja doświadczeń do pracy magisterskiej pokazały mi, że ok., studia są spoko, nawet mnie to kręci, ale czy Biotechnolog poza laboratorium ma w ogóle prawo bytu?. Mogłabym wykładać, ale? No właśnie jest, ale. Nie było „wtyków” to musiałabym mieć same piąteczki i włazić gdzie „słońce nie dochodzi”. Natura nie pozwoliła się na to godzić, więc został MLM i spokojna egzystencja z dnia na dzień. Nie lubiłam nigdy tak żyć, choć żyłam (widocznie upatrywałam w tym korzyści). Zawsze planowałam, lubiłam rozpracowywać wszystko, co do minuty. Nigdy nie dopuszczałam, aby załatwianie spraw na mieście było nieekonomiczne. Jeździłam na szkolenia, dokształcałam się. Była kasa to były książki. Było czytanie to i były pomysły. Pewnie znasz to takie nakręcanie się, podnieta po szkoleniu, po wykładzie po jakiejś często nawet słabo napisanej książce. Może jestem naiwna a może łatwo się motywuje. Może chce coś osiągnąć a może to nie mój czas. Jakieś dwa lata temu pojechałam sobie na „wielkie” szkolenie MMI. Pewnie znasz, słyszałeś, byłeś. Nie ukrywam, że udzielała się psychologia tłumu, i te emocje. Pierwszego dnia byłam mega nakręcona, podekscytowana, ale wieczorem w wynajętym na dwie noce mieszkaniu, gdy emocje zaczęły opadać zrozumiałam, że świetnie nakręcają a ja przyjechałam po rozwiązania, nie błyskawiczne zakręcenie i równie szybkie odkręcenie. Dotarło do mnie, że rewelacyjnie pobudzają do myślenia a gdy już jesteś gotowy wystrzelić włączają hasło „odpowiedź znajdziesz na szkoleniu za 10 000”. Pojechałam tam, aby „wmówić” sobie, że nie musze być psychologiem czy pedagogiem, aby rozpocząć działalność, która fakt, istnieje. Niestety, wracasz do „swoich”, po emocjach nie ma śladu a pomysł na biznes nadal kuleje. Wtedy postanowiłam, że założę firmę i pokażę sobie i innym, że bez doświadczenia, że z zerem na start i z brakiem znajomości, po prostu się da. Szarpnęłam się nawet na studia podyplomowe. To był moment, gdy odkryłam siebie na nowo, nabrałam cwaniackiej „pewności siebie” i uwierzyłam z ochy i achy na mój temat. Było wiele niewiadomych, wiele niepewności, ale za to wizja i misja. Firma istnieje od września 2015 r. a pisząc ten tekst mam za sobą 2 miesiące (walki) działalności. Mało, kto czyta moje teksty i fakt egoistycznie często pisze je dla siebie, 90% nawet nie publikuję, mimo to z pozycji niedoświadczonego laika, wywodzącego się z rodziny „etatowców” pozwalam sobie bezczelnie i subiektywnie, opisać plusy i minusy prowadzenia działalności. Za jakiś czas zrobię to ponownie mając większe bogactwo doświadczeń i być może nawet wyrośnie mi „garb” od ich nadmiaru.

Minusy początków działalności w subiektywnej ocenie…

„… o ja ma firmę, jeździ MINI to sra kasą…” jak głupim trzeba być, aby tak myśleć. O sorry fakt, wystarczy całe życie grzać dupę na etacie. Nie wiem, dlaczego się utarło, że jak prowadzisz działalność to srasz kasą. Dlaczego jak „wygląda”, że się powodzi to tak musi być. Widzisz MINI, ale nie wiesz za ile i jak go kupiłam, nie wiesz, że wszystko, co miałam wydałam na marzenie z dzieciństwa, nie wiesz, ze prowadzenie firmy generuje (podobno tylko na początku) straty i to nie 100-200 zł a w tysiącach. Nie widzą, że Twój uśmiech, żarty i „super” ciuchy to w rzeczywistości kamuflaż i często, sieciówki a nawet niedzielne bazary.

„…Twoja twarz brzmi znajomo..” podstawowym problemem jest też, że albo firmujesz firmę swoją „twarzą” albo udajesz, że nie masz z nią nic wspólnego. Na początku zastanawiałam się czy lepiej, aby inni wiedzieli czy jednak nie. Czy polikują na twarzoksiążce, bo i m się podoba czy, bo cię znają?. Jak coś ktoś spieprzy to firmujesz to swoim wizerunkiem. Jak ktoś coś przeinaczy to nie idzie na niego a na Twoją markę itd. Mam poczucie, że źle zrobiłam pojawiając się na stronach i używając numeru telefonu, który wszyscy znają.

„…wierzchołek góry lodowej…” niestety widzisz tylko 10-15% tego, co się faktycznie dzieje. Mam Firmę, jeżdżę autem, nie autobusem czy z buta, moje dziecko tylko czasami chodzi w podartych skarpetkach, (bo chyba tak lubi). Syn chodzi na dodatkowy angielski i mieszkamy na nowym osiedlu w nowym budownictwie. Otoczenie czyta moje poczynania, jako wykorzystywanie ludzi… tylko nikt nie wie, że sama załatwiałam papiery, sama biegałam po urzędach, sama wywaliłam kasę na lokal i remont i zwykle w pojedynkę go remontowałam. To ja i tylko ja ładuje kasę za wynajem, czynsze, opłaty i materiały. To ja się zadłużam u przyjaciół i spędzam większość czasu poza domem i zaniedbuję syna i rodzinę. To ja każdego dnia zmagam się z komentarzami i obsługą klienta. Miło jest, więc usłyszeć, ze ludzie, którzy mają Ci pomóc, czerpać z tego korzyść, oceniani są, jako frajerzy, których wykorzystuję. Ach, jakim złym człowiekiem jestem. Głupi jesteś, że zazdrościsz.

„…kasa, kasa i po kasie…” kasa wpływa lub nie. Na etacie wiesz, kiedy Ci wpłynie, w biznesie za chwile spływa za cały miesiąc a po chwili niezapowiedziane wydatki generują obroty na minus. Jednego dnia nie wiesz, w co ręce wsadzić a następnego siedzisz i kminisz, coś porobisz i nie wiesz, co dalej. Zarobisz 200-300 zł, ale przypominasz sobie, że przecież piec trzeba naprawić, a i jeszcze przychodzi jakiś rachunek.

„…burza mózgów…” na etacie zwykle pracujesz zespołowo, nie Ty podejmujesz decyzję a zespół czy przełożony, masz mocno okrojone obowiązki i skupiasz się na ich wąskim zakresie. Tak się składa, że na początku prowadzenia firmy jesteś call center, marketerem, szefem, pracownikiem, sprzątaczką, administratorem, specjalistą od e-commerce i Web masterem

2017-08-08T21:19:16+00:00