WSPÓŁPRACA, CZY POPŁACA?

Home/Aktualności/WSPÓŁPRACA, CZY POPŁACA?

WSPÓŁPRACA, CZY POPŁACA?

Czym Jest współpraca. Zgodnie z definicją to umiejętność tworzenia więzi, gdzie dwie osoby lub ich grupa dąży do wspólnego celu. Zdaje się być proste. Jestem „normalna”, co to więź rozumiem, nawet próbuje takowe relacje nawiązywać. Mam sporo do zaoferowani i podoba mi się wiele tematów u innych. Wydawać by się mogło, że nic prostszego ta cała współpraca. A jednak spotkałam się na swojej drodze z kilkoma sytuacjami i grupami, gdzie działa ona tylko przez jakiś czas lub pozornie. Z pewnością nie raz udało się usłyszeć o tym, że było minęło, już nie są wspólnikami, działają ale osobno itd. Proste. Człowiek w miarę zbierania na metryczce coraz to nowych cyferek oraz doświadczeń, ewoluuje i świętą krową nie jest więc zdanie zmienia. To co było na początku, gdy przyświeca nam, współpracownikom, jeden cel, to ten moment na rozwój i działanie. Wraz z dojrzewaniem biznesu i nas samych to ewoluowanie albo zacieśnia nasza umiejętność tworzenia więzi, albo różnicuje zdania. Sama natura.

4 Historie jeden Wniosek

Czas na kilka Historii w których współpraca przestała być współpracą, a gwoździem do przysłowiowej trumny i rozpadu pożycia. Ciekawe czy samodzielnie wygenerujesz wniosek z tych historii, czy moje podsumowanie pokryje się z Twoimi przemyśleniami. Te cztery Historie trafiły do mnie w 24h… jedna dotyczy bezpośrednio mnie, inne są z mojego najbliższego otoczenia. Rzecz jasna pozmieniałam co nieco, żeby nie odbierać tej treści personalnie tylko skupić się na czynniku „X”. Dwie historie dość skomplikowane, a dwie proste i banalne…

Już Cię nie lubię kochana… masz bana!

Nikt nie lubi pracować sam, więc szuka sobie potencjalnego współpracownika, lub co gorsza wybiera go z najbliższego otoczenia (choć znam takich co dali temu radę). Działacie, konsultujecie się, piszecie, przesiadujecie dniami i nocami, zastanawiacie się jak to zrobić, żeby spełnić marzenia i zarobić. Do tego dochodzą wspólne cele, jako składowa współpracy, oraz poczucie, że „mam tak samo jak ty”. Ta, wspomniana wcześniej więź się zacieśnia, a Ty już wiesz, że się uda. Jednak przez klapki na oczach, które ukierunkowują Cię na cel nie widzisz, że ta druga połówka się odsuwa i przestaje angażować. Pewnego dnia nie możesz się dodzwonić, doświadczasz „bana” na social media i nie wiesz co się stało. Idziesz dalej, kręci się, mija 1,5 roku, nie ogarniasz od jakiegoś czasu, masz więcej klientów niż możliwości i myślisz sobie, że z chęcią podzielisz się pracą, tyle, że nie masz już jak się z byłym współpracownikiem skontaktować… a po takich akcjach nie masz do niego zaufania.

Paranoja w mej głowie i mym słowie.

Pracujesz z ludźmi, wychowujesz na własnej piersi. Uczysz, pokazujesz, ale najważniejsze dajesz możliwość pracy, rozwoju, wyciągasz ludzi z zamkniętego świata i cieszysz się, że zarabiają i są zadowoleni. Z czasem trochę pobłażasz, dajesz więcej swobody i gdy czujesz, że jest samodzielnym pracownikiem zaczyna brakować rąk do pracy. Rekrutujesz, pojawia się narybek, który szkolisz, a pierworodnemu pracownikowi dajesz więcej zleceń i w pierwszej kolejności. Dostajesz sygnał o podniesieniu płacy, zgadzasz się bo na to zasługuje. Gdy narybek nie jest już narybkiem, a przykładną grupą pracującą, coś pęka. Pierworodny przestaje się odzywać, przestaje pracować, wkręca sobie, że inni go nie akceptują, że zazdroszczą płacy (choć nikt nie wie kto ile zarabia). Masz problem z kontaktem. Pierworodny chce robić to co Ty, na swoich warunkach więc go mobilizujesz i cieszysz się, że wychowałeś zdrową konkurencję. Jednak znowu coś nie tak. Pierworodny zalicza kilka społecznościowych wpadek, zawodzi zaufanie i po tygodniach bez odzewu, informuje Cię przez social media, ze to koniec i przyznaje się do kilku aktów złego, rzec jasna na Twoja  niekorzyść. Pierworodny się dopiero rozkręca i ma mało pracy, Ty masz jej wiele, ale odmawiasz klientom, zamiast podnająć pierworodnego.

Ok, tylko ciiiiiii

Jesteś pracownikiem w małej firmie. Pracujesz, masz kursantów i podopiecznych, choć jeszcze niedawno sam byłeś w niej kursantem. Zbliżasz się do nich, cieszysz się, że ktoś dał Ci szansę. Szkolisz się działasz. Jesteś the best i czujesz, że możesz być samozatrudniony. Jednak nie bardzo masz fundusze na start i boisz się to zrobić w pojedynkę. Zbliżasz się do podopiecznych, zaczynacie imprezować, dogadywać się i wspólnie buntować przeciwko pracodawcy. Po cichu organizujecie fundusze i wszystko co potrzebne do odejścia. W przypadkowej sytuacji wysypujesz się, że to koniec, po czym popełniasz mnóstwo niestosownych i nie fair sytuacji wobec swojego, już byłego, pracodawcy. Po czasie, były pracodawca widzi z jakimi problemami się borykasz i mógłby pomóc, jednak nie pomaga.

Dziś Cię kocham, jutro nienawidzę.

Jestem przykładnym pracownikiem. Pracowałam wcześniej w innym miejscu, ale forma zatrudnienia nie do końca mi odpowiadała. Pojawiła się alternatywa, skorzystałam i na rozruch godziłam się na wiele. Nadgodziny, warunki pracy. Z czasem w pojedynkę nie wyrabiałam, potrzebowałam rąk do pracy, usłyszałam, pracuj więcej. Atrakcyjna prowizja od obrotu była kusząca i tak pracowałam po 12-14h dziennie. Parę kwestii rodzinnych, wymusiło chęć zmiany formy zatrudnienia. Pracodawca się nie zgodził raz, drugi. W końcu odpuścił i pozmieniał, ale tylko na chwilę. W między czasie plotki, ploteczki wśród pracowników, szemrane nagabywanie się, a po godzinach wspólne imprezy, robienie sobie prezentów z różnych okazji. Miałam dość! Trochę podkolorowałam kilka kwestii i po cichu zadbałam o swój interes. Niestety sprawa się rypła i ktoś podkablował o moich zamiarach. Niby wszystko ok, ale z dnia na dzień mi podziękowano i doświadczyłam bana, a przecież tydzień wcześniej robiliśmy sobie urodzinowe prezenty i wrzucaliśmy słit focie na fb. Teraz ja jestem bez pracy, a mój były pracodawca nie wyrabia z terminami.

Brak komunikacji

Wniosek wysunął się sam. Czy Ty też do takowego doszedłeś jak ja? Mamy problem z komunikacją. W każdej z tych sytuacji, szczera rozmowa w cztery oczy załatwiłaby wszystko. Takie normalne, ludzkie rozmowy, być może początkowo wywołują żal, bo znajdujemy się w nowej sytuacji, ale potem przychodzi spokój. Szczera rozmowa bez duszenia w sobie i bez kombinowania zawsze wychodzi na dobre. W powyższych historiach Komunikacja okazała się czynnikiem braku współpracy. Wielu z nas nie rozumie czym jest współpraca. To nie tylko umiejętność nawiązywania więzi i dążenia do jednego, wspólnego celu, ale i mądre rozstawanie się, nie rozpamiętywanie i pogodzenie się ze zmianą. Sama miałam problem z pogodzeniem się, że jak tak mogłam zostać potraktowana. Długo to w moim przypadku trwało bo nie było rozmowy. Nie wiedziałam na czym stoję i chyba przez to trafiał mnie prawdziwy szlag!.

Nie daj się, odpuść se…

2017-08-08T21:18:48+00:00